WSPOMNIENIA Z PIELGRZYMKI

„O Lwowie w rymowanym słowie”

Ksiądz Żaczek do Lwowa wycieczkę organizuje, i chętnych turystów poszukuje.
Współorganizatorka z Wierzchowin wdowa, to pani Jadzia – wycieczki księgowa.

Zgłaszają się parafianie ze Skrzyszewa, Koty, Zalewski i jego żona Ewa.
Domańska, Wierzchowska, Goskowa, to jest grupa fitnesowa.

Ze Stoku jadą zgrane kuzynki, nazywały się Żurawskie jak były dziewczynki.
Nowadzka i Bancerzowa ma syna Stefana, Zienkiewiczowa i Majkowa z Ulana.

Z Kępek Goławska z Soból Kopańska i Kilichowa, jest też grupa z Broszkowa.
Dwóch katechetów co uczą w Miętnym i Ulanie, młodych religii nauczyć – oto ich zadanie.

Z Siedlec, Kotunia, Skórca i Dąbrówki, jak wszystkich umieścić miałem łamigłówki.
Paskud, Białej, Adamowa, to uczestnicy wycieczki do Lwowa.

Wieźć ma Setra – autokar zielony, przez Jurka z Radzynia prowadzony.

Ma siwe wąsy i na głowie włosy, dla niego „chleb powszedni” międzynarodowe szosy.

W Piątek czwarta rano do autokaru wsiadamy, i na przejście graniczne w Rawie Ruskiej gnamy.
Po drodze w Krasnymstawie na Orlenie, do toi-toia wszyscy mieli zaliczenie.

Na Polskiej granicy paszporty zabrali, wszystkich pozytywnie zweryfikowali.
Pani Jadzia paszporty rozdała, i na Ukraińską stronę wycieczka się udała.

Ukraińska celnik z ostrym makijażem paszport zabierała, każdemu na twarz bacznie się przyglądała.
Pieczątki w paszporcie powstawiała, i znów Pani Jadzia nam je roznosiła.

Z granicy do Winnik jedziemy, w miejscowym kościele na Mszy będziemy.
Tam jest Koronowany obraz Matki Boskiej, do niego kierujemy prośby i troski.

Olejkiem namaszcza nas miejscowy Wikary, dziękuje nam za złożone ofiary.
Każdy cudowny obrazek i olejek bierze, i składa pieniądze w ofierze.

Po mszy do autokaru wsiedliśmy, do hotelu „Galicyjska Korona” przyjechaliśmy.
Tam bagaże z autokaru wyciągnęliśmy, i karty do pokoi dostaliśmy.

Pod hotelem walizka mi zaginęła, rozejrzałem się a Majkowa ją ciągnęła.
Swoja walizkę zostawiła, pewnie się pomyliła.

W hotelu się odświeżamy, o osiemnastej obiadokolację mamy.
Wtedy też przewodniczka się pojawiła, ale nigdzie nas nie zaprowadziła.

Po obiedzie kilka uczestników postanowiło, sami zwiedzać Lwów ruszyło.
Nawet już o nich żeśmy się martwili, a oni ze słodyczami powrócili.

A reszta, zamiast w pokojach leniuchować, to zaczęliśmy się na pogodnym wieczorku integrować.

Przez ten czas śpiewali, biegali, a na zakończenie wszyscyśmy Apel Jasnogórski odśpiewali.

Więc teraz położę się spać, bo jutro rano trzeba wstać.
Zapowiedziano – zjeść szybko śniadanie, a potem tylko Lwowa zwiedzanie.

W sobotę rano przewodniczkę mamy, i do Lwowa z nią ruszamy.
Zanim do parkingu dojechaliśmy, z autobusu „prochownię” obejrzeliśmy.

Jeszcze „arsenał” minęliśmy, i do parkingu dojechaliśmy.
Tam z autobusu wysiadamy, i pałac biskupów przed sobą mamy.

Teraz pieszo wycieczka zmierza, gdzie stoi Korniakta Wieża.
Obok arsenał przez króla wybudowany, a plac Iwana Fedorowa nazywany.

A na posągu księgę dzierży, on był Lwowski drukarz pierwszy.
Teraz idziemy do posągu malarza Nikifora, z nim robi sobie zdjęcia grupa spora.

Następnie do kościoła dominikanów wchodzimy, najpierw pacierz a potem zdjęcia robimy.
Z kościoła na ormiańską ulicę, tam pięknie zdobione kamienice.

Płaskorzeźby przedstawiają roku pory, jak wyglądała uprawa i plonów zbiory.
Postać św. Krzysztofa sfilmowałem, i drabinę do nieba ujrzałem.

Katedra Ormiańska przy niej dzwonnica, i na niej kończy się ta ulica.
W katedrze wotywne krzyże chaczkary, to ornament ormiański bardzo stary.

Wycieczka do kantoru ruszyła, i złotówki na hrywny wymieniła.
Pod kantorem staruszka błagała, na jakąś operację zbierała.

Teraz do Lwowskiej katedry łacińskiej zmierzamy, tam po polsku mszę świętą mamy.
Inne polskie grupy w mszy uczestniczyli, księża koncelebrowaną Mszę odprawili.

Potem do śródmieścia idziemy, pod pomnikiem Mickiewicza do zdjęcia pozujemy.
Drobny deszczyk na nas pada, kto ma parasol to rozkłada.

Figurka Matki Boskiej stoi w centrum miasta, czerwonymi flagami zasłaniana była ta niewiasta.
Gmach opery – przewodniczka o nim opowiada, a deszcz na nas ciągle pada i pada.

Nareszcie przewodniczka piętnaście minut wolnego dała, wycieczka na bazar „dobrobyt” się udała.
Tam kupiliśmy gadżety i słodycze, żeby do rodzin nie wrócić z niczem.

Na Łyczakowski cmentarz przybywamy, o polskich mogiłach przewodniczki słuchamy.
Jest tam kwatera „orląt” obrońców Lwowa, to była ochotnicza armia młodzieżowa

Cmentarz przeszedł straszny horror za Breżniewa, rozjeździli czołgami, nasypali śmieci i posadzili drzewa.
W 90-latach pracownicy Energopolu z drzew oczyścili, i nagrobki na mogiłach odtworzyli.

Powracamy do hotelu na obiadokolację, po obiedzie ubieramy wieczorowe kreacje.
Do Lwowskiej opery wyruszamy, bilety na „Wesele Figara” mamy.

A w tej operze, tak naprawdę mówię szczerze.
Miejsca takie żeśmy dostali,żeby scenę wiedzieć mocno tam się wychylali.

Nic Ja słów nie rozumiałem, tylko takt palcami i stopami wystukiwałem.
I znudziło mi się to stukanie, nie wiem kiedy przeszedłem na chrapanie.

W drugiej części niektórym się znudziło, naprzeciw sceny miejsce się zwolniło.
A gdy tam z żoną siedziałem, to się wtedy relaksowałem.

Po spektaklu samodzielna grupa się zawiązywała, która Lwów nocą zwiedzać chciała.
Ale nadszedł atmosferyczny opad, samoistnie pomysł upadł.

Takie było szybkie Lwowa zwiedzanie, nie dali nam czasu na hrywny wydanie.
Ksiądz codziennie przerwę na zakupy obiecywał, po rozmowie z Panią Jadzią z obietnicy się wycofywał.

W niedziele śniadanie konsumujemy, do Lwowa na wysoki zamek jedziemy.
Teraz tam telewizyjna wieża, kiedyś zamek króla Kazimierza.

Jak wycieczka na strome podejście ruszyła, pani G. niewydolność organizmu wykryła.
Do autokaru się wycofała, może życie sobie uratowała.

Gdy z tej góry żeśmy zeszli, do Toi-Toia wszyscy weszli.
Tam panie podziału nie przestrzegali, w męskiej toalecie sikali.

Trzy hrywny usługa ta kosztowała, obsługująca pani pobierała.
Teraz do Żółkwi jedziemy, ostatnie hrywny tam wydajemy.

W kościele msza w święto Bożego Ciała, nasza pielgrzymka zastała.
Proboszcz poprosił ks. Mirosława aby usiadł w konfesjonale, księdzu proboszczowi nie odmówił wcale.

Potem w koncelebrze miał takie zadanie, dla zgromadzonych wiernych wygłosić kazanie.
W procesji ks. Mirosław do pierwszego ołtarza prowadził, Ewangelię czytał i monstrancją błogosławił.

A my w tym wszystkim uczestniczyliśmy, drugi raz święto Bożego Ciała odbyliśmy.
Potem do autokaru szybko wsiadamy, do granicy szybko gnamy.

A tu kolejka duża przed nami stoi, trzeba się udać znów do Toi-Toi.
Odprawa szybko po Ukraińskiej stronie, a żeby wjechać do Polski stoimy w ogonie.

Jak nas do Polski straż wpuszczała, celniczka księdza bagaż przeglądała.
Przemytu żadnego nie wykryła, cały autokar przepuściła.

W hotelu „Arkadia” obiad jemy, po nim już do swoich domów jedziemy.
Podziękowania, przeprosiny i pożegnania wyrażaliśmy, szczęśliwego powrotu nawzajem sobie życzyliśmy.

Kot Grzegorz – Skrzyszew

Dziękujemy Panu Grzegorzowi za tak fajne opisanie naszej Pielgrzymki a wszystkim za udział.

Ci, którzy z nami nie pojechali, niech żałują.

Do następnego razu, jak Pan Bóg pozwoli to we wrześniu.

Zdjęcia z naszej Pielgrzymki będą do odebrania już w niedzielę w zakrystii i u pani Jadwigi Wierzchowskiej.